Czipsy z jarmużu i gęstość odżywcza

jarmuż

jarmuż

Wiecie, że jarmuż zajmuje jedno z pierwszych miejsc na liście „najgęstszych odżywczo” pokarmów?

Gęstość odżywcza” jest przeciwieństwem „pustych kalorii”. Gęstość odżywcza szereguje produkty spożywcze pod względem zawartości ważnych składników odżywczych w ich 100 kaloriach. I chodzi oczywiście od to, by w tych 100 kaloriach znajdowało się jak najwięcej witamin, składników mineralnych i innych prozdrowotnych substancji.

Weźmy 2 wersje kanapki na 2 śniadanie a) kanapka z masłem i dżemem b) kanapka z masłem, twarogiem i solidnym liściem jarmużu. Oba śniadania mają w przybliżeniu 150 kalorii. W pierwszy przypadku w tych 150 kaloriach dostarczamy do organizmu trochę błonnika, trochę witamin z grupy B z pieczywa i odrobinę witaminy C z dżemu. Natomiast druga kanapka – tak samo trochę błonnika i witamin z grupy B z pieczywa ale do tego dokładamy witaminy A, C, żelazo i wapń, których jarmuż jest dobrym źródłem.

Jarmuż jest jedną z najstarszych odmian uprawnych kapusty, ma kędzierzawe liście z dość twardymi żyłkami, które najlepiej wyciąć przed konsumpcją, jest rośliną bardzo odporną na szkodniki, lubi zimny klimat i jest bardzo smaczny.

Czasem kupuję jarmuż i używam go głównie jesienią i zimą na kanapki zamiast bezsmakowo-bezwonnej szklarniowej sałaty. (Czasem wydaje mi się, że zimą drukuje się ją w z plastiku w drukarkach 3D 😉 )Tym razem dałam się namówić na przygotowanie dość oryginalnej, choć wcale nietrudnej do przygotowania przekąski z jarmużu:

Czipsy z jarmużu:

  • Dowolna ilość jarmużu – liście umyć, dobrze wysuszyć, usunąć grubsze żyłki, porwać na małe kawałki i wrzucić do dużej miski.
  • Dodać kilka łyżek oleju.
  • Dodać sok z cytryny, ewentualnie odrobinę startej skórki z cytryny.
  • Dodać ulubione przyprawy – u mnie papryka słodka, imbir i sól.
  • Wysypać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piec około 3-5 minut w temperaturze 150-170 stopni.
  • Uwaga bo czipsy dość szybko się przypalają!

Przepis podpatrzony u Jadłonomii.

Co myślicie o takiej formie podania jarmużu?

Kawa w diecie mamy

coffee-498624_640

Podczas ciąży i karmienia piersią mamy szczególnie przyglądają się swojej diecie. A jeśli nawet się nie przyglądają, to przygląda się ich otoczenia i raczy je dobrymi (lub złymi 😉 ) radami. Istnieje wiele obiegowych opinii na temat tego, co może a czego nie może spożywać młoda mama. Kawa zazwyczaj jest na cenzurowanym. Niektórym mamom ciężko jednak przeżyć bez małej czarnej.

Zresztą zobaczcie sami:

http://matkapogodzinach.blox.pl/

 

(Rysunek od Matki po godzinach)

Ja sama walczę z nałogiem, lecz póki co, nie umiem przeżyć dnia bez (przynajmniej) jednej kawki.

Czy mama podczas ciąży i karmienia piersią może napić się małej czarnej? Co mówią na ten temat eksperci? Przeczytajcie:

Najpierw trochę postraszymy.

Ciąża

Czas przez który kofeina krąży we krwi kobiety ciężarnej jest 2-3 krotnie dłuższy niż u przeciętnej dorosłej osoby. Dzieje się tak z powodu zmian hormonalnych mających wpływ na działanie wątroby, która metabolizuje kofeinę. Kofeina przenika przez łożysko i dociera do dziecka. Płód również dużo wolniej wydala kofeinę, ponieważ jego wątroba dopiero co się rozwija.

Jak działa kofeina na mamę?

Stymulujące działanie kofeiny może pogłębiać wahania nastroju ciężarnej. Kofeina ma działanie moczopędne, więc wypłukuje z jej organizmu składniki mineralne ważne podczas ciąży, np. wapń, magnez. Kofeina również upośledza przyswajanie żelaza z pożywienia, co może przyczyniać się do rozwoju niedokrwistości, z którą często mają problem kobiety w ciąży.

A co z rozwijającym się dzieckiem?

Kobiety, które przyjmują dużo kofeiny są niestety nieco bardziej narażone na ryzyko poronienia, porodu przedwczesnego oraz urodzenia dziecka z niską masa urodzeniową. Ile to jest „dużo” to już kwestia osobnicza. Eksperci przyjmuja, że jest to ok 200-300 mg kofeiny, o czym dokładnie później.

Karmienia piersią

Podczas karmienia piersią kofeina z kawy wypitej przez mamę dociera do dziecka w mleku. Osiąga najwyższe stężenie po około pół godziny. Dziecko oczywiście dużo dłużej wydala kofeinę z organizmu niż człowiek dorosły. Zbyt duża ilość kofeiny, którą przyjęła mama w ciągu dnia może powodować nadmierną pobudliwość, płaczliwość, kłopoty z zasypianiem u malucha. Warto więc obserwować dziecko, czy ilość kofeiny jaką mu serwujemy jest bezpieczna.

coffee-498624_640

 

Najzdrowiej byłoby wykluczyć z diety wszelkie używki, w tym również kawę. Jeśli jednak mama nie wyobraża sobie życia bez kawki, warto ją uspokoić i podać bezpieczną dawkę kofeiny, jaką może sobie zaaplikować. Wiele instytucji doradza, aby kobiety w ciąży i karmiące piersią ograniczyły spożycie kofeiny maksymalnie do 300 mg dziennie, niektóre mówią o limicie 200 mg. Poniżej lista produktów z zawartością kofeiny.

Zawartość kofeiny w produktach spożywczych, a raczej w używkach

Należy pamiętać, że kofeina zawarta jest nie tylko w kawie, ale też w herbacie, napojach energetycznych, czekoladzie, niektórych lekach i jeśli w ciągu dnia mama spożywa kilka z nich, kofeina kumuluje się.

  • kawa parzona (filiżanka 190 ml) – 85 mg kofeiny,
  • kawa rozpuszczalna (filiżanka 190 ml) – 75 mg kofeiny,
  • herbata parzona (filiżanka 190 ml) – 50 mg kofeiny (zawartość kofeiny rośnie wraz z wydłużaniem czasu parzenia),
  • napoje typu cola, cola light (szklanka 250 ml) – 8-53 mg kofeiny,
  • czekolada (pół tabliczki 50 g) – 5,5-35,5 mg kofeiny.

 

Skąd się bierze mleko?

Mama nie ma mleka? Niemożliwe! ;)

Odpowiedź na to pytanie jest banalna, jednak często napotykam osoby, które nie mają zielonego pojęcia skąd tak właściwie bierze się w piersiach mleko. W świadomości społecznej funkcjonuje pogląd, że jedna matka „ma pokarm” a inna „nie ma pokarmu” lub „pokarm się jej skończył”. Pierwsza więc ma szczęście, druga ma go mniej. I nic nie może na to poradzić, bo mleko pojawia się i znika kiedy samo chce. A gdy mleko nagle znika lub jest go za mało, jedynym ratunkiem dla biednego wrzeszczącego z głodu dziecka jest przygotowanie mleka modyfikowanego.

Wystarczy jednak znajomość podstaw fizjologii laktacji, by wiedzieć, że mleko nie pojawia i znika w piersiach na zasadzie przypadku. Chociażby z tego względu, że w przyrodzie nie ma przypadków.

Od czego NIE zależy produkcja pokarmu:

  • od szczęścia,
  • od nieszczęścia,
  • od picia dużej ilości wody, mleka, kawy zbożowej, bawarki, ziół na laktację, piwa i innych cudownych napojów,
  • od specjalnej diety stosowanej przez matkę karmiącą,
  • od wielkości piersi,
  • od wielkości dziecka,
  • od tego czy karmiła matka i babcia.

Od czego zależy produkcja pokarmu?

  1. Od matki – matka chce karmić.
  2. Od dziecka – dziecko chce jeść i jest przystawiane do piersi na żądanie.
Mama nie ma mleka? Niemożliwe! ;)
Mama nie ma mleka? Niemożliwe! 😉

Po porodzie następuje wydzielanie się hormonów, które gwałtownie pobudzają laktację (proces wytwarzania pokarmu rozpoczyna się już w 16-22 tygodniu ciąży). Aby podtrzymać laktację pierś musi być regularnie i skutecznie opróżniana. I jest to jedyna tajemnica laktacji. I na tym właściwie można by zakończyć ten artykuł. Bo tak na prawdę wystarczy tylko mama, która chce karmić i dziecko, które chce ssać i jest prawidłowo przystawiane do piersi, by mleko popłynęło w ilości odpowiedniej dla potrzeb dziecka.

Laktacje może zaburzać:

  • Zła technika karmienia, brak odpowiedniego instruktażu położnej.
  • Ograniczenie czasu i częstości karmienia.
  • Ssanie smoczka – do czasu ustabilizowania się laktacji (pierwszych 6 tygodni) lepiej zrezygnować ze smoczka.
  • Dopajanie dziecka wodą, wodą z glukozą, herbatą, soczkiem – do 6 miesiąca tylko mleko mamy!.
  • Dokarmianie mlekiem modyfikowanym.
  • Stres matki – mama martwi się brakiem pokarmu, nie wierzy w swoje możliwości, nie ma wsparcia w karmieniu piersią wśród najbliższych.

Jedynie znikomy odsetek kobiet naprawdę nie jest w stanie wytworzyć dostatecznej ilości pokarmu.

Mamie, która chce karmić należy zapewnić wsparcie – miękką poduchę pod plecy i dobre słowo, by uwierzyła, że jest w stanie wykarmić swoje dziecko.

10 zasad zdrowej diety wg. Ajurwedy

masala-1649416_640

Od dawna zbieram się za napisanie czegoś o Ajurwedzie, mimo, że moja pierwsza fascynacja nią już dawno minęła.
Napiszę później więcej o doszach, o ama, o czakrach …, ale to wszytsko później, bo nie chcę wystarszyć Was obco brzmiącymi terminami. Nie koniecznie trzeba też na początek robić sobie test jaką doszą jestem? Vata, pitta czy Kapha? Choć taki też się na stornie pojawi.

Bo Ajurweda jest moim zdaniem bardzo prosta i może dla nas stanowić fajną inspirację, choćby do tego, by podreperować swój sposób odżywiania. Na początek mam więc dla Was 10 zasad zdrowej diety i spożywania posiłków według Ajurwedy:

  1. Pożywienie musi być ciepłe (zazwyczaj ugotowane)
  2. Pożywienie ma być smaczne i łatwe do strawienia
  3. Pożywienie należy spożywać we właściwych ilościach – ani za dużo, ani za mało.
  4. Jedzenie należy spożywać na pusty żołądek, po dokładnym strawieniu wcześniejszego posiłku.
  5. Pożywienie musi być tak dobrane, aby działało na organizm w sposób uzupełniający, a jego właściwości nie powinny ze sobą kolidować.
  6. Pożywienie powinno być spożywane w miłym otoczeniu i serwowane we właściwych naczyniach, tak by spotęgować przyjemność płynącą z jedzenia.
  7. Nie powinno się jeść w pośpiechu.
  8. Posiłek nie powinien się przecierać w nieskończoność
  9. W czasie posiłku należy się koncentrować na jedzeniu.
  10. Należy spożywać tylko takie pokarmy, które są odżywcze dla Ciebie oraz służą Twojemu usposobieniu psychicznemu.

Bardzo proste zasady, prawda? A równocześnie jak trudne do spełnienia w naszym codziennym życiu. Przypomnij sobie, jak wyglądały Twoje obiady w ciągu ostatnich 3 dni i jeszcze raz spójrz na te 10 punktów. Jak często jemy w pośpiechu, objadamy się, jemy posiłki, po których źle się czujemy, jemy przed telewizorem czy telefonem.

masala-1649416_640

Te 10 zasad i pewna doza samowiedzy i wczucia się w swój organizm wystarczyłyby do tego by być zdrowym i nie chorować na żadne choroby dietozależne. Odżywianie jest tak na prawdę bardzo proste, nie chodzi o to, żeby skupiać się na szczegółach np. Czy na śniadanie mam zjeść węglowodany czy białko i tłuszcze? Ile określonych produktów muszę zjeść aby pokryć dzienne zapotrzebowanie na magnez? Ile kalorii wynosi moje dzienne zapotrzebowanie energetyczne. Chodzi o to, by przestrzegać kilku intuicyjnych zasad i o to, by zauważyć, które pokarmy nam służą, a które nie.

Pomysły na dania z DYNI

dynia-1

Jeśli jeszcze nie wiecie jakie jest moje ulubione warzywo…

dynia-1

Dynia! I szczyt sezonu na nią.

Wartości odżywcze

Dynia jest przede wszystkim źródłem b-karotenu, który w naszym organizmie przekształcany jest w witaminę A.

A witamina A:

  • Zaliczana jest do witamin antyoksydacyjnych, chroni organizm przed działaniem wolnych rodników.
  • Wzmacnia układ immunologiczny, co przyda się nam szczególnie teraz jesienią.
  • Korzystanie wpływa na wzrok, stan skóry i błon śluzowych.
  • Korzystnie wpływa na gospodarkę tłuszczową organizmu.

Dynia zawiera także sporą ilość witamin B1, B2, C, PP a także składników mineralnych, takich jak potas, magnez, cynk, fosfor, żelazo czy wapń, jest produktem niskokalorycznym i lekkostrawnym. Ponadto substancja zawarta w pestkach dyni ma właściwości przeciw pasożytnicze.

Według medycyny tradycyjnej dynia ma smak słodki i właściwości rozgrzewające. Jest idealnym warzywem dla małych dzieci.

Na rynku znajdziemy kilka odmian dyni różniących się właściwościami, najpopularniejsze to:

  • Dynia zwyczajna – największa jaką możemy znaleźć na rynku. Ma twardą skórę, pomarańczowy miąższ, po upieczeniu bardziej luźny i wodnisty.
  • Dynia Hokkaido – mniejsza dynia, okrągła, ma delikatną skórkę, którą można jeść, po upieczeniu ma zwarty, bardziej mączysty miąższ i wyraźniejszy smak.

Potrawy z dyny

Przytargaliśmy dynię do domu. Co dalej?

  1. Zupa krem z dyni. Przykładowe dodatki:
  • cebula, czosnek, chilli i ziołowe grzanki,
  • mleko kokosowe i curry,
  • soczewica i przyprawy korzenne,
  • gałka muszkatołowa i prażone pestki słonecznika,
  •  zioła i ser pleśniowy,
  • jabłka, cynamon i prażone pestki dyni,
  • marchew i syrop klonowy.

2. Warzywa pieczone

Pokrojone warzywa (np. papryka, cukinia, pieczarki, cebula, grube plastry marchewki, selera,buraków, ziemniaków) mieszamy w dużej misce z olejem i ziołami, wysypujemy na blaszkę i pieczemy w 170 stopniach około godziny.

3. Puree z dyni

Dynię myjemy, kroimy na kawałki, usuwamy łyżką pestki i luźne włókna, układamy na blaszce skórą do dołu i pieczemy w piecu do miękkości. Po upieczeniu obieramy ze skóry (w przypadku Hokkaido nie trzeba) i mielimy blenderem na gładką masę.

Do czego wykorzystać tak przygotowane puree? Smak dyni jest dość delikatny więc nie we wszystkich potrawach będzie wyczuwalny, ale dodatek dyni zagęści potrawę, doda jej koloru i podniesie wartości odżywcze. Kilka propozycji:

  • Można dodać kilka łyżek do zupy, np. kalafiorowej, ziemniaczanej, krupniku.
  • Jako dodatek do innych dań, np. leczo, gulaszu.
  • Wypróbujcie koniecznie sos pomidorowo-dyniowy. Przygotujcie sos pomidorowy według ulubionego przepisu i dodajcie 1-2 x więcej dyni niż pomidorów. Sos nabiera słodyczy.
  • Można dodać 2-3 łyżki do budyniu tradycyjnego lub budyniu roślinnego.
  • Koktajl jesienny: pieczone lub surowe jabłko, banan, puree z dyni i cynamon.
  • Placki, ciasta i muffinki.

Dynia jest też idealnym warzywem w momencie rozszerzania diety niemowląt.

  • Możemy przygotować mus dyniowo-jabłkowy lub dyniowo-gruszkowy. Uprażone jabłko lub gruszka + dyniowe puree + łyżeczka dobrego oleju np. lnianego.
  • Jeśli stosujemy metodę BLW dziecko może dostać miękki kawałek upieczonej dyni do rączki.

Wspólne gotowanie

Wspólne gotowanie z dzieckiem jest dobrym pomysłem z kilku względów:

  • Dziecko dotyka, wącha, próbuje – rozwija swoje zmysły.
  • Pomaga nam w prostych czynnościach: miesza, kroi, obiera- rozwija swoje zdolności manualne.
  • Widzi jak powstaje posiłek. Ma szansę dowiedzieć się, dlaczego mama wciąż i wciąż krząta się w tej kuchni, zamiast bawić się z nim samochodami. Okazuje się, że nie wyciąga z szafki talerza z ciepłym, pełnowartościowym posiłkiem za każdym razem gdy przychodzi pora posiłku, a musi sama umyć warzywa, obrać je, pokroić, wrzucić do garnka itd.
  • Dziecko jest zajęte razem z nami w kuchni, ma zabawę, nie ciągnie nas za nogawkę spodni do swoich zajęć, nie pląta się pod nogami i nie jęczy.
  • Dzieci chętnie próbują potraw, które przygotowały.
  • Wyrabiamy pozytywną atmosferę wokół posiłku. Pokazujemy, że gotowanie i jedzenie są przyjemnymi czynnościami, podczas których rozmawiamy, śmiejemy się, możemy się też upaćkać, co dzieci bardzo lubią 😉
  • Dzięki wspólnemu gotowaniu unikniemy sytuacji takiej, jak na krótkim filmiku poniżej:

Trochę straszne, co? Dzieciaki wiedzą co to jest keczup, ale nie mają pojęcia z czego jest zrobiony…

Wróćmy do wspólnego gotowania.

Co jest potrzebne aby zacząć?

Zestaw specjalnych nietłukących się misek, zestaw dziecięcych noży w kilku rozmiarach, fartuszki ochronne, folia ochronna.

Żartowałam 😉

Do wspólnego gotowania nie potrzeba absolutnie nic oprócz dobrych chęci. Dla mnie jedynym na prawdę użytecznym gadżetem ułatwiającym pracę w kuchni z dzieckiem jest stołek, na który dziecko może samo wejść i stabilnie na nim stać, np. taki z IKEA. Można go wykorzystywać przy okazji, gdy trzeba sięgnąć coś z wyższej półki, lub jako stołek do wiązania butów w przedpokoju.

i-ikea-bekvam-taboret-ze-schodkiem-brzoza-301-788-79
Stołek z ze sklepu IKEA

Są też bardziej zabudowane stołki z barierką zabezpieczającą przed upadkiem, które wyglądają mniej więcej tak:

Guidecraft Kitchen Helper

Niestety nie widziałam takich w ofercie żadnego polskiego sklepu. Można poszukać w sklepach zagranicznych wpisując hasło „Learning Tower” lub „Kids Kitchen Helper”. Choć nie jest to mebel niezbędny, bo możemy zorganizować nasz warsztat pracy po prostu przy stole, gdzie dziecko będzie siedziało w swoim krzesełku.

Czynności, które może wykonywać nawet najmniejszy kucharz:

  • Krojenie miękkich owoców, np. bananów, dojrzałych gruszek. O ile dziecko nie pożre ich przed/lub podczas krojenia (tak jak robi mój mały frutarianin 😉 ), możemy z tych owoców skomponować sałatkę na podwieczorek, lub dodać jako dodatek do kaszki na śniadanie.
  • Sałatka ziemniaczana: dziecko może kroić ziemniaki i inne miękkie warzywa, obierać jajka na twardo ze skorupek, później mieszać sałatkę.
  • Dodawanie składników ciasta do miski. Dziecko może wsypywać mąkę, proszek do pieczenia, rodzynki, mieszać.
  • Wciskanie guzików wszelkich brzęczących maszyn, np. blendera, sokowirówki. Moje pasty do kanapek nigdy nie były tak gładkie od kiedy mieli je mój syn zafascynowany brzęczeniem blendera 😉
  • Wałkowanie ciasta na pierogi.
  • Układanie pokrojonych składników na domowej pizzy.
  • A jak już jesteśmy w kuchni, to możemy zaangażować dziecko również do mycia garnków. Dzieci uwielbiają hydrozabawy! Pozwólmy dziecku przelewać, wylewać, szorować, dajmy mu jego własną gąbkę z dużą ilością piany.

3 złote rady na koniec:

  • Ommmm… Weź głęboki oddech za każdym razem, gdy dziecko coś zrzuci, wysypie, rozleje. Zazwyczaj robi to po prostu przez przypadek, jest skupione na swoim zadaniu.
  • Pamiętaj, że jeśli dziś pozwolisz dziecku być z tobą w kuchni i nawet niezdarnie ci pomagać, jest większa szansa na to, że dziecko będzie chętnie pomagało ci w kuchni, gdy będzie duże.
  • Pamiętaj nic na siłę! Zasada ta dotyczy również Ciebie. Nie zmuszaj się do gotowania z dzieckiem, gdy nie masz na to ochoty. Ja też czasem po prostu muszę zrobić obiad w 15 minut, albo akurat jestem nie w humorze i małe ciekawskie, wpychające się wszędzie rączki tylko doprowadzają mnie do szału.

Miłego gotowania 🙂

Plusy i minusy BLW

Najbliższe wydarzenia (10)

Zalety BLW

Niewątpliwie jest ich wiele. Niemowlęta cały czas uczą się świata i siebie. Nie tylko gdy im czytamy, mówimy do nich czy pokazujemy zabawki edukacyjne, ale też podczas kąpieli czy jedzenia. Posiłek służy nie tylko zaspokajaniu potrzeb żywieniowych małego człowieka, ale też jest czasem nauki i poznawania fascynującego świata, który jest kolorowy, czasem miękki, czasem szorpaty, kleisty, twardy, słodki, pachnący, gorzki, kwaśny…

BLW pozwala poznawać świat!

Plusy dla dziecka

  • Pozwala dziecku samodzielnie poznawać kolory, tekstury, zapachy nowych pokarmów,
  • Rozwija koordynację ręka-oko,
  • Doskonali umiejętność chwytu pęsetowego,
  • Stymuluje umiejętność żucia, gryzienia, połykania a tym samym rozwój mowy,
  • Rozwija samodzielność,
  • Sprawia, że dziecko chętnie je,
  • Uczy dziecko mechanizmów samoregulacji apetytu i sytości.
  • Daje dużo radości 🙂

Plusy dla dorosłych:

  • Nie trzeba gotować osobnych posiłków dla dziecka, bo dostaje ono pokarmy z rodzinnego stołu. BLW jest więc tanie i wygodne.
  • Poprawa własnych nawyków żywieniowych. Gdy gotujemy dla całej rodziny warto gotować zdrowo, np. mniej solić, słodzić czy smażyć.
  • Nie trzeba trzymać się ściśle żadnych zaleceń, np. co wprowadzamy najpierw: marchewkę czy jabłko?

zalety

Minusy BLW

Czy znajdziemy jakieś minusy metody BLW? Eksperci od żywienia niemowląt piszą, że zagrożeniami stosowania takiego modelu żywienia mogą być m.in.:

  • Podawanie niemowlętom pokarmów nieodpowiednich dla danej grupy wiekowej,
  • ryzyko niedoboru żelaza,
  • niedostateczna podaż kalorii.

Nasza w tym rola, aby błędów tych uniknąć.

W praktyce mamy stosujące BLW skarżą się też na:

  • Ten nieszczęsny bałagan. Pozostawię to bez komentarza. Wystarczy wpisać w google BLW, a wyskoczą zdjęcia pięknie umorusanych dzieciaków.
  • Trudności w podawaniu kaszek, zup i innych płynnych potraw dopóki dziecko nie nabierze wprawy w posługiwaniu się zastawą stołową.
  • Trudności w przekonaniu innych do BLW, np. gdy dziecko zostaje pod opieką babci czy idzie do żłobka.
  • Wątpliwości czy dziecko dokonuje prawidłowych wyborów.
  • Lęk przed zakrztuszeniem.

Postaram się niedługo zająć każdym z tych minusów, aby rozwiać wasze wątpliwości co do stosowania metody BLW.

„Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia”

"Smacznego! Chorzy z powodu zdrowego jedzenia"

Smacznego!

Jest to książka, która wywróciła moją dietetyczną duszę do góry nogami. Dusze mam tylko trzy – jedną od jedzenia, drugą od miłości i trzecią duszę praktyczną – więc to nie lada kaliber.

smacznego
Autorzy piszą na przykład o tym, że liczenie kalorii jest totalną bzdurą, że anemia w wielu przypadkach jest pożądanym stanem fizjologicznym, że probiotyki są zupełnie nieskutecznym ale dochodowym produktem firm farmaceutycznych, że unikanie cholesterolu może przynieść więcej szkody niż pożytku, że produkty pełnoziarniste szkodzą i że w ogóle dietetycy to oszuści lub w najlepszym wypadku głupcy…

Jest dużo o zbożach (łącznie z ich historią i geografią), owocach, o mleku (i krowim i mamy), o alkoholu, kakao, cukrze i innych używkach. Na końcu imponująca liczba artykułów naukowych na poparcie słów autorów.

Podarowałabym tą książkę każdemu dietetykowi, o ile jej jeszcze nie czytał, aby patrzył bardziej w talerz niż w tabelki i aby głęboko wgryzał się w każdy dietetyczny dogmat. Na pewno będę często wracać do tej książki i sprawdzać jak się mają przedstawione w niej teorie do aktualnego stanu wiedzy o żywieniu.

Udo Pollmer

Jednym z autorów książki jest Udo Pollmer niemiecki chemik żywności, znany ze swoich kontrowersyjnych i prowokacyjnych wypowiedzi i publikacji na temat żywienia. Jako dietetyk Pollmer odradza odchudzanie, spożywanie dużych ilości surowych warzyw i owoców, produktów pełnoziarnistych, krytykuje diety wegetariańskie i ograniczenia dotyczące spożycia tłuszczu. Pisze o chemii w żywności, o fałszerstwach przemysłu spożywczego, krytykuje duże organizacje zajmujące się żywieniem/zdrowiem/ochroną środowiska.Sam tworzy Europejski Instytut Nauki o Żywności i Żywieniu, który wydaje niezależny biuletyn. W sieci jego prace znaleźć można głównie w języku niemieckim, nad czym ubolewam. W Polsce wydane zostały dwie jego książki:

Smacznego. Chorzy z powodu zdrowego jedzenia

oraz „Kto nam podkłada świnie” (na którą obecnie poluję)

pollmer_ktonampodkladaswinie

A tutaj znajdziecie  wywiad z Pollmerem gdzie zahacza o wiele tematów, które szerzej rozwija w swoich książkach.  klik! 

„Moje dziecko nie chce jeść”

"Moje dziecko nie chce jeść"

Jeśli miałabym polecić rodzicowi lub komukolwiek zainteresowanemu żywieniem małych dzieci w praktyce tylko jedną książkę, byłoby to właśnie “Moje dziecko nie chce jeść”.

Książkę napisał hiszpański pediatra i ojciec trójki dzieci Carlos Gonzales. Dzięki niej dowiesz się jak omijać szerokim łukiem żywieniowe mity powielane przez nadopiekuńcze babcie, ciocie i niedouczony personel służby zdrowia.

Autor książki wyjaśnia dlaczego dzieci nie chcą jeść i kiedy tak na prawdę należy się tym martwić oraz jak postępować, gdy dziecko odmawia jedzenia. Pisze konkretnie, czasem śmiesznie czasem dosadnie, przywołuje mnóstwo przypadków.

Bardzo ciekawe są fragmenty zaleceń żywieniowych dla niemowląt przytoczone z podręczników pediatrii początku wieku, czy porównania siatek centylowych z różnych lat i krajów. Pozwalają uświadomić sobie, jak bardzo zmienne są zalecenia ekspertów i jak dobrze w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek i zaufać własnej i dziecka intuicji.

Myślę, że książka ta jest w stanie uspokoić rodziców każdego niejadka.

okładka hiszpańskiej wersji

Soki w diecie małych dzieci

W temacie żywienia niemowląt i małych dzieci pokutuje wiele mitów. Między innymi ten, że soczki są bardzo wartościowym produktem, zawierającym moc witamin i należy je podawać dziecku już w 3 -4 miesiącu życia, najlepiej codziennie. Mit ten szczególnie lubią powtarzać babcie, które jak wiadomo chcą dać wnuczkom wszystko co najlepsze, do tego najlepiej w hurtowych ilościach 😉 Soki owszem zawierają moc witamin, ale nie zawsze więcej znaczy lepiej. Co na temat soków mówią dziś eksperci? Przeczytajcie.

Soki owocowe możemy (nie musimy!) wprowadzić do diety w 7 miesiącu życia, jeśli dziecko jest karmione piersią lub w 5 jeśli jest karmione mlekiem modyfikowanym.

Niemowlętom poniżej 5 miesiąca życia nie zaleca się podawania soków, ponieważ mogą one znacząco zmniejszyć ilość przyjmowanego mleka matki lub mleka modyfikowanego, które są właściwym źródłem niezbędnych składników odżywczych w tym wieku.

Niemowlęta powinny otrzymywać wyłącznie soki 100% przecierowe, bez dodatku cukru w ilości nie większej niż 150 ml dziennie. Może być sklepowy dobrej jakości lub przygotowany w domu. Uwaga! Soki nie służą zaspokajaniu pragnienia – nie powinny zastępować wody. Stanowią jedną z porcji owoców. Powinny stanowić część posiłku lub przekąski, nie powinny być sączone przez cały dzień.

Tyle mówią nasze krajowe wytyczne. Natomiast Amerykańska Akademia Pediatryczna podaje ilości maksymalnego spożycia soków. Maksymalne spożycie, bo jeśli chodzi o zapotrzebowanie to nie ma go wcale!:

  • 1-6 lat – od 110 do 170 ml soku dziennie,
  • 7-18 lat – maksymalnie 350 ml soku dziennie.

Dlaczego eksperci odradzają picie większej ilości soków?

W szklance soku zmieści się dużo więcej owoców (i cukru!) niż jesteśmy w stanie zjeść całych owoców przy jednym podejściu. Bardzo łatwo jest wypić 1 szklankę, potem drugą i trzecią, tak, że niektóre większe dzieciaki są w stanie wypić nawet 1 litr soku dziennie! To zdecydowanie za dużo. Małym dzieciom sok wypełni żołądek i nie mają w nim miejsca na mleko i inne posiłki.Większe dzieci zmieszczą i sok i pozostałe posiłki i może to stanowić zbyt dużą ilość kalorii.

Eksperci podkreślają, że wysokie spożycie soków może przyczyniać się do otyłości, niedożywienia jakościowego, próchnicy oraz wywoływać biegunki. Dzieje się tak zapewne w skrajnych przypadkach, niemniej jednak warto pamiętać, że głównym napojem naszych dzieci i nas również powinna być woda. Obojętnie czy będzie to woda butelkowana nisko zmineralizowana, z filtra, przegotowana czy z kranu, gdy wiemy, że jest ona dobrej jakości.

Podsumowując: Dziecko nie musi pić soków codziennie, możemy podać go jako urozmaicenie diety np. 2 x w tygodniu, lub 1x na 2 tygodnie zamiast jabłka, truskawek, banana czy musu z dyni. Dziecko ma raczej jeść owoce i warzywa w najprostszej formie.


Na podstawie:

  • Zasady żywienia zdrowych niemowląt. Zalecenia Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, 2014 rok
  • AAP: The Use and Misuse of Fruit Juice in Pediatrics, 2001 rok
  • Carlos Gonzales: Moje dziecko nie chce jeść