Wiecie, jakie jest moje ukochane hiszpańskie danie?

Gazpacho?

Pan con tomate?

Paella?

Drobne przekąski tapas podane do vino de casa?

Zupa rybna?

Wszystko to pyszne… (o mamo zatęskniłam za Hiszpanią…) ale mój smak Hiszpanii to smak ziemniaczanej tortilli de patatas, czyli grubego omletu z ziemniakami. Uwielbiam pyry, a w takiej formie po prostu za nimi przepadam!

Oto mój przepis:

Składniki

(na 2 małe patelnie – 1 na obiad, 2 na zimno do kanapek 😉 )

  • 4 duże ziemniaki
  • 1 duża cebula
  • 1 mała cukinia
  • 6-7 jajek
  • tłuszcz do smażenia
  • sól, pieprz

Wykonanie:

Ziemniaki, cebulę i cukinię pokroić w kostkę, każde z osobna podsmażyć i wrzucić do dużej miski. W osobnej misce roztrzepać jaja, dodać przestudzone ziemniaki, cebulę i cukinię i doprawić solą i pieprzem. Całość dobrze wymieszać.  Teraz mamy 2 opcję: albo bierzemy dużą patelnię i smażymy na niej całość (plus – raz a porządnie, minus – trudniej to przewrócić na drugą stronę), albo bierzemy małą patelnię i smażymy 2 tortille, jedna po drugiej (plus – mniejsze łatwiej przewrócić na drugą stronę, minus – stoimy przy garach dłużej). W każdym razie rozgrzewamy na patelni tłuszcz, wylewamy na nią masę (całą na dużą patelnię lub pół na małą) i smażymy na malutkim ogniu pod przykryciem ok. 15 minut. Gdy tortilla będzie już delikatnie brązowa pod spodem, należy przewrócić ją na drugą stronę: przykryć patelnię dużym talerzem o średnicy większej niż średnica patelni i obrócić tak, by tortilla znalazła się na talerzu a patelnia na górze, następnie zsunąć ją delikatnie z powrotem na patelnię i smażyć z drugiej strony, trochę krócej niż poprzednio. Czy to w miarę obrazowo wytłumaczyłam? 🙂

Dygresja:

Będąc na wakacjach w Hiszpanii zjadam tortillę de patatas hurtowo – wyjadam gospodarzom z lodówek, kupuję gotowce w marketach, zamawiam w barach. A gdyby jakiś Hiszpan (oczywiście przystojny i bez koszulki 😉 ) chciałby mi przygotować danie swojej kuchni, kazałabym mu smażyć tortillę. Przygotowywałam pewnego razu w Hiszpanii z pewnym Hiszpanem (przystojnym i bez koszulki… eh, stare dzieje 😉 ) tortillę i zdradził mi kilka jej sekretów:

  • Każda hiszpańska hacjenda i mamita ma swój najlepszy przepis na tortillę. Dodaje się do niej różne dodatki, np. cukinię, paprykę, kiełbasę, boczek itp.
  • Ziemniaki dobrze jest kroić niedbale małym nożykiem w rękach (zamiast dużym ostrym nożem na desce), w taki sposób, aby je trochę porozrywać – wtedy wsiąkną więcej tłuszczu z patelni i o to niby chodzi, że ma być tłuściutko (oł jess 😉 ). Jeśli jednak lubicie mniej tłuste dania pokrójcie ziemniaki normalnie, możecie też odsączyć warzywa z tłuszczu na papierze przed wymieszaniem z jajkami.

Tortillę można zjadać na ciepło na śniadanie, obiad, kolację, np. z dodatkiem surówki. W Hiszpanii podaje się ją również jako tapas, czyli  drobną przekąskę serwowana do piwa lub wina. Tortillę można kroić także w grube plastry i jeść na kanapki. Tak, tak… jest to jak by nie patrzeć chleb z ziemniakami, ale spróbujcie choć raz a nie pożałujecie!

A my wczoraj na obiad jedliśmy zupę krem ze świeżych pomidorów i soczewicy z ryżem, a na drugie danie tortillę na ciepło z surówką z pora i jabłka w śmietanie. Na kolację były oczywiście kanapki z tortillą i zielonym ogórkiem. Cholesterol skakał z radości 😉

 

Smacznego, życzy Pyra! 😉