Na około mówią, że się nie da! A w tym przedszkolu to codzienność.

Elegancki obiad

Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy

Biorąc udział w programie Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy jako edukator żywieniowy analizowałam jadłospisy przedszkoli i żłobków oraz mogłam podejrzeć, jak wygląda organizacja żywienia w placówkach, które posiadają własną kuchnie. Niektóre placówki korzystają z firm cateringowych i im niestety dużo trudniej wpływać na jakość serwowanych dzieciom potraw. Tam, gdzie gotuje się na miejscu jadłospisy wyglądają bardzo różnie. Niektóre urozmaicone, z ciekawymi potrawami, dużą ilością warzyw, dobrej jakości produktami. W niektórych placówkach niestety nie udaje się unikać błędów, np. zbyt często podaje się dzieciom potrawy smażone, używa się zbyt dużo soli i cukru, brakuje świeżych warzyw i owoców w ciągu dnia, a na podwieczorek królują słodycze i to często marnej jakości. Na kuchni zazwyczaj pracują bardzo miłe panie, które gotują jak dla swoich dzieci lub wnuków i pomimo, że jest to na prawdę ciężka praca, wkładają w nią serce. Dużą satysfakcję sprawia im to, że przedszkolaki ze smakiem zjadają przygotowywane przez nich dania, szczerze smucą się, gdy do kuchni wracają talerze pełne niezjedzonego dania. Placówki borykają się z różnymi problemami. Czasem są to naciski rodziców, żeby gotować tak, żeby dziecko przede wszystkim ZJADŁO lub zjadło DUŻO, czasem ekipie pracującej na kuchni lub dyrekcji brakuje świeżych pomysłów, czasem nie wiedzą w którą stronę ewoluowała wiedza o żywieniu, a czasem brakuje funduszy na wyżywienie lub zwyczajnie rąk do pracy.

Jedno przedszkole, które odwiedziłam wyróżnia się szczególnie na tle pozostałych i chciałabym Wam o nim opowiedzieć.

Na około mówią, że się nie da! A w tym przedszkolu to codzienność. 

Przedszkole Bim Bam Bino z Torunia to duże prywatne przedszkole, do którego uczęszcza ponad 160 dzieciaków. Udaje im się uniknąć wielu problemów, z którymi nie radzą sobie inne placówki.

  1. Naturalne produkty mleczne. W placówkach zazwyczaj istnieje silny opór przed stosowaniem jogurtów, kefirów, maślanek, serków homogenizowanych o naturalnym smaku. Argumentem, jaki zazwyczaj słyszałam jest to, że dzieci ich nie lubią lub panie z kuchni nie mają czasu na przygotowywanie z nich np. koktajli owocowych, które byłyby łatwiej akceptowane przez przedszkolaków. W Bim bam bino nie ma z tym żadnego problemu. Tutaj dzieciaki jedzą tylko naturalne produkty mleczne: przygotowywane na miejscu koktajle ze świeżymi owocami, jogurty naturalne z żurawiną czy z musem owocowym. Przykłada się tu też dużą uwagę do jakości produktów mlecznych. Wszelkie gotowe sklepowe jogurty owocowe, smakowe maślanki i kefiry czy słodkie serki, nawet te dedykowane dzieciom zawierają ogromne ilości cukru i powinny podpadać raczej pod kategorię „słodycze” niż „nabiał” i być stosowane w diecie dzieciaków w ograniczonych ilościach.
  2. Nie słodkie napoje. Napoje nie są dosładzane lub są słodzone małą ilością miodu. Placówka mocno ograniczyła stosowanie cukru. Wiele razy słyszałam, że tak się nie da, bo dzieci nie wypiją przecież kwaśnego kompotu czy gorzkiego kakao. Tu dzieci stopniowo przyzwyczaiły się do takich naturalnych smaków i nie ma z tym problemu.
  3. Własne wypieki. Ciasta i ciasteczka pieczone są na miejscu w przedszkolnej kuchni, m.in: ciasteczka owsiane „Pieguski”, rogaliki z jabłkiem, ciepłe bułeczki z makiem, drożdżówki z rabarbarem. Kucharze cały czas eksperymentują co by posmakowało dzieciakom, niedawno serwowane było nawet brownie z fasoli. Słodkości pieczone na miejscu są świeże, nie zawierają sztucznych dodatków i mają mniejszą zawartość cukru niż te kupione w sklepie. Dodatkowo dzieci z poszczególnych grup biorą udział w wypieku chleba, który następnego dnia jedzą na śniadanie.
  4. Własne wyroby. Kuchnia samodzielnie przygotowuje nie tylko własne słodkie wypieki, ale także inne wyroby – przeróżne pasty kanapkowe z mięsem, rybą, strączkami czy warzywami, jak również pasztety, pieczone mięsa, pizzę, a nawet keczup! Nie stosuje się tu w ogóle półproduktów, wszystko przygotowywanie jest od podstaw na miejscu. Jak w najlepszych restauracjach, prawda?
  5. Przyprawy. W placówce nie stosuje się w ogóle  przyprawy typu: fix, maggi, kucharek, vegeta czy kostki rosołowe. Używane są za to naturalne przyprawy ziołowe. I nikt nie narzeka na to, że zupa jest mdła.
  6. Kasza! W Bim bam bino dzieciaki na obiad często dostają kasze jako dodatek do dania drugiego. Wykorzystuje się wszystkie rodzaje kasz, m.in: kaszę jęczmienną drobną i pęczak czy gryczaną. W wielu innych placówkach na obiad niestety królują ziemniaki, zmieniane od czasu do czasu na makaron czy biały oczyszczony ryż.
  7. Warzywa strączkowe. Niestety w wielu przedszkolach totalnie brakuje ich w menu. Tymczasem strączki są bardzo cennym produktem spożywczym i warto z nich korzystać. Są m.in. źródłem pełnowartościowego białka i mogą spokojnie zastępować w menu białko zwierzęce, szczególnie mięso, którego jako populacja jemy za dużo. W Bim bam bino warzywa strączkowe regularnie pojawiają się  w jadłospisie i to nie tylko jako zupa fasolowa, ale też np. jako nutella z ciecierzycy, makaron z sosem pomidorowym z soczewicą, zupa z soczewicy, zupa meksykańska z fasolą, pasty kanapkowe ze strączków.
  8. Respektowanie indywidualnych wymagań żywieniowych. Najczęściej te indywidualne wymagania są podyktowane dziecięcymi alergiami. Nie wszędzie są one respektowane, często to rodzice muszą donosić do przedszkola produkty bez mleka, glutenu czy innych składników, na które ich dziecko jest uczulone. Tutaj indywidualne wymagania są brane pod uwagę i jeśli jest taka potrzeba, dla alergików szykowane są osobne wersje dań.
  9. Różnorodne dania i smakowite nazwy.
  • Ciepłe śniadanko: owsianka na mleku z chrupiącymi płatkami kukurydzianymi i suszonymi owocami.
  • Zielony koktajl Shreka.
  • Hit szefowej kuchni!!!
  • Słoneczny krem z kukurydzy z grzankami.
  • Zdrowe pieczywo, masło, pasta serowa z suszonymi pomidorami, kakao.
  • Samodzielne komponowanie kanapek z pieczywa, masła, sera żółtego, szynki, sałaty lodowej i pomidora, kakao.
  • Ulubione dania dzieci z grupy Motylki.
  • Naleśniki z tęczowymi sosami (różowy, zielony, żółty).
  • Żółty pudding jaglany z kaszy jaglanej z tartą gorzką czekoladą.

To tylko niektóre pozycje z przedszkolnego jadłospisu. Dla mnie brzmią bardzo apetycznie, aż chce się wszystkiego spróbować!

Zakręceni na punkcie zdrowego żywienia

Często placówki skarżyły mi się, że brakuje im funduszy lub za mała liczba personelu pracuje na kuchni, by przygotowywać bardziej wymagające menu. W wielu przypadkach na pewno te ograniczenia rzutują na jakość potraw. Jednak Bim bam bino również jako placówka nie dysponuje nieograniczonymi zasobami. Budżet na jedzenie mają przeciętny, a na kuchni pracują tylko 3 osoby (przy 160 dzieciakach!). Często chodzi przecież nie tylko o pieniądze za które można by kupić drogie, egzotyczne produkty spożywcze. Ważny jest pomysł i budowanie dobrej atmosfery wokół jedzenia. Można w menu wpisać nudne „płatki z mlekiem”, a można nazwać je „ciepłym śniadankiem z chrupiącymi płatkami”. Cały personel pracujący na kuchni ale też pozostałe osoby pracujące w przedszkolu (łącznie z całą kadrą zarządzającą) i niektórzy rodzice są zdrowo zakręceni na punkcie jedzenia i ciągle myślą i kombinują, co tu jeszcze poprawić w menu, jakie elementy edukacji żywieniowej wprowadzić, co smacznego zaserwować dzieciakom. Przedszkolaki wypiekają samodzielnie chleb, w sezonie uprawiają ogródek warzywny, raz w tygodniu samodzielnie przygotowują sobie śniadanie, przy okazji świąt biorą udział w uroczystych obiadach (np. świąteczny obiad wigilijny,  obiad mikołajkowy, elegancki obiad walentynkowy, tradycyjny polski obiad), które są specjalnie celebrowane z białymi obrusami i obowiązkowym odświętnym strojem. Do tego jadłospisy są często urozmaicane tematycznymi tygodniami: tydzień kolorowych past, zup, surówek. Dodatkowo placówka chętnie bierze udział w różnych programach promujących zdrowe żywienie dziec. Mimo, że na co dzień wyżywienie dzieci wygląda w mojej opinii wzorowo, to oni wciąż chcą się uczyć i podpatrywać nowe pomysły!

Wigilia
Odświętny stół wigilijny
Elegancki obiad
Elegancki obiad
Dzieci pieką chleb
Dzieci pieką chleb

Keczup!

Na koniec załączam przepis na przedszkolny keczup, bo jest to coś, co mnie po prostu zachwyciło!

Składniki:

  • 2 kg pomidorów
  • cebula
  • ocet jabłkowy
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa, cynamon, papryka mielona, szczypta cukru

Wykonanie:

Z pomidorów usunąć szypułki i pestki, podsmażyć. Usunąć skórkę. Dodać podsmażoną cebulkę, zblendować. Dusić ok. godzinę, dodać ocet i przyprawy, odparować.

Panie z przedszkola opowiadały mi, że kiedy podawały ten keczup do śniadania w miseczkach, dzieci sięgały po niego niezbyt chętnie. Natomiast ten sam keczup wlany w czerwone butelki smakuje dzieciom wybornie. Myślę, że to małe oszustwo jesteśmy w stanie im wybaczyć. 😇

Nieletni konsumenci warzyw i kolorowy talerz.

Chrupiemy marchewki wieczorową porą ;)

Jeśli dzieci odmawiają jedzenia czegokolwiek, to zazwyczaj są to właśnie te nieszczęsne warzywa. Jest dużo rożnych typów nieletnich zjadaczy warzyw. To niektóre z nich:

🍆 dzieci, które jedzą pięknie wszystkie warzywa, łącznie z surową cebulą i bakłażanem,

🌿 dzieci, które nie jedzą zielonych warzyw (a wszyscy w koło przekonują nas, że te są właśnie najzdrowsze: brokuły, jarmuże, brukselki, szpinaki… ),

🍅 dzieci, które przed surowym pomidorem uciekają w popłochu, ale pomidorówkę i spaghetti z sosem pomidorowym wciągają aż im się uszy trzęsą,

🥕 dzieci mające ściśle określone preferencje warzywne, czyli np: tylko ogórek kiszony, ziemniaki i surowa marchewka, a reszta ble-fu.

🍞  dzieci, które nie jedzą warzyw wcale pod żadną postacią, tylko suchy chleb i suchy ryż. A ich biedne mamy dwoją się i troją jak tu przemycić do ich diety trochę witamin (zmiksowana zupa, słodki zielony koktajl, brukselka przemycona w kotlecie itp.)

Odnajdujecie siebie w tej typologii? 🙂

Dzieci do jedzenia absolutnie zmuszać nie wolno! Jeśli nasze dziecko niechętnie sięga po warzywa najlepiej dawać mu dobry przykład i proponować, proponować, proponować.  Ale nigdy nie naciskać!

Dobrym pomysłem na zachęcenie do jedzenia warzyw, który sprawdza się u nas w domu jest postawienie od czasu do czasu na stole talerza lub szklanki z pokrojonymi w słupki różnymi surowymi warzywami i jedzenie z niego wspólnie. Rodzice czasem bardzo ubolewają nad tym, że ich dzieci nie jedzą warzyw, a zapominają o tym, że… tak na prawdę sami ich nie lubią, jedzą rzadko lub wcale. Dziecko nie będzie lubiło kalafiora czy jarmużu, jeśli nie będzie pojawiał się on od czasu do czasu na stole rodzinnym i nie będzie jedzony ze smakiem. Dziecko samo z siebie nie wyciągnie z lodówki kalarepy, nie obierze jej, nie pokroi w słupki i nie schrupie ze smakiem. Trzeba mu pomóc odkryć jakie fajne są warzywa. Postawić w dostępnym miejscu, podać w formie łatwej do chwycenia.

Czasem taki talerz kolorowych warzyw pojawia się u nas jako drugie śniadanie, przekąska lub posiłek, który jemy poza domem, czasem jako dodatek do kolacji. Nie musi to być nic skomplikowanego ani wymyślnego, wystarczą nasze polskie warzywa pokrojone w słupki: chrupiące marchewki, seler, kalarepka, surowe lub kiszone ogórki, rzodkiewki, kolorowa papryka, a nawet kawałki kapusty, kalafiora czy czarnej rzepy. Kiedy gotuję coś z dodatkiem marchewki, od razu jedną kroję w słupki, wrzucam do kubeczka i ustawiam w widocznym miejscu. Mój syn prawie zawsze jest chętny, żeby sobie ją schrupać, podbiega do niej nawet w trakcie zabawy. Jeśli mamy ochotę na coś bardziej skomplikowanego, można do takiego talerza podać sos (np. na bazie jogurtu naturalnego z koperkiem), hummus lub posypać go pestkami słonecznika, dyni lub mielonymi orzechami.

hummus i warzywa
Domowy hummus i kawałki warzyw do chrupania.

 

wegekolacja
Kolacja: wegeburgery z soczewicy, szpinak, sos pomidorowy i musztardowo-miodowy. Do tego słupki marchewki, zielonej papryki, ogórka kiszonego i rzodkiewki. Z tego zestawu synek zjadł tylko marchewkę, paprykę i ogórka.

 

 

Drugie śniadanie: słupki marchewki, herbatniki i herbata owocowa. Tym razem wygrały herbatniki, ale uwierzcie mi czasem wygrywają marchewki.

 

Tu co prawda owoce: morele posypane płatkami owsianymi, jabłka z pestkami dyni i żółte śliwki. W taki sam sposób można zapakować na wynos warzywa.

 

Warzywny zestaw do kanapek na śniadanie.

 

A tu piękny kolorowy zestaw: kapusta czerwona, jarmuż, paski marchewki, soczewica, awokado i ziemniaczki.

 

Chrupiemy marchewki wieczorową porą ;)
Chrupiemy marchewki wieczorową porą 😉

 

Przygotowując kolorowy talerz warzyw damy dzieciom dobry przykład, pokażemy, że warzywa to atrakcyjny, chrupiący i smaczny posiłek. Wdrukujemy dziecku wzór posiłku, którego jakąś część zawsze stanowi dodatek warzy. Przy okazji też wzbogacimy swoją własną dietę. A jeśli dziecko nie będzie chętne chrupać razem z nami, to jego strata…będzie więcej dla nas! 😉

 

Przegląd obiadowy #3 koniec lata, początek jesieni

kukurydza gotowana

Co ciekawego gościło na obiadowym stole u Pani dietetyk i jej rodziny.

Jak zawsze dużo warzyw! 🍆 🥒 🥕 🌽 🌶 🥔

barszcz ukraiński
Barszcz ukraiński z fasolą, ziemniakami, koprem i wiejską śmietaną.

 

kiszona kapusta
Kapusta kiszona zasmażana, smażone ziemniaczki i surówka z marchewki i jabłka ze śmietaną, do tego natka pietruszki i pestki słonecznika. Wiem, wiem, mało dietetyczna propozycja, bo i wszystko z patelni i brak pełnowartościowego białka, ale czasem najdzie człowieka ochota na kapustę 😉

 

Improwizowana zapiekanka warzywna – ziemniaki, świeże polne pomidory i ciecierzyca. Do tego sałata zielona z ogórkiem, pestkami słonecznika i sosem musztardowo miodowym i nasz klasyk czyli surówka: marchewka- jabłko- śmietana. Smakowało wybornie!

 

curry
Kasza jaglana, leczo z białą fasola, ogórki małosolne i woda truskawkowa.

 

leczo wegetariańskie
To samo leczo z białą fasolą, kotlety z soczewicy, młode ziemniaki z koperkiem i kompot.

 

tortilla de patatas
Tortilla de patatas, czyli hiszpański omlet z ziemniakami i cukinią, do tego surówka z pora i jabłka. Moja rodzina uwielbia tortillę! 

 

zapiekanka z fetą
Warzywa zapiekane z fetą, zielona fasolka szparagowa i ziemniaki z koperkiem.

 

kukurydza gotowana gzik
Ziemniaki z koperkiem, gotowana kukurydza z masłem, gzik, czyli twaróg ze śmietaną i szczypiorkiem, pestki dyni.

 

smażone tofu
Kasza gryczana, panierowane, smażone tofu, pomidory w śmietanie i kompot.

 

racuchy
Święto wszystkich dzieci, czyli racuchy z jabłkami 🙂 A do picia maślanka.

 

zupa krem z pora
I na koniec pyszna zupa krem z pora, pomidorowe grzanki, oliwa z oliwek i prażone pestki słonecznika. Syn zjadł ją tylko dzięki grzankom, które maczał w zupie 🙂 

Do zobaczenia w głębi jesieni… 🍂 🍁🍂 🍁

*************************

Przegląd obiadowy #1 wiosna 

Przegląd obiadowy #2 lato

Chlebek dyniowy z żurawiną i orzechami

chlebek dyniowy

Jesień to moja pora roku. Jesienią się urodziłam, lubię (słoneczną) jesienną pogodę, kolorowe liście i jesienne warzywa i owoce.

Dynia to warzywo na które czekam cały rok, jesienią zawsze mam przynajmniej 1 dynię domu. Ozdabia moją kuchenną komodę pięknym ciepłym kolorem, a gdy najdzie mnie ochota piekę ją w kawałkach razem z innymi warzywami lub robię puree i wykorzystuję do różnych potraw – zup, gulaszy, sosów, placków, budyniu, ciastek, ciast…

dynia jesienne warzywa i owoce

Dziś mam dla Was przepis na:

Słodki chlebek dyniowy z żurawiną i orzechami

Składniki:

  • 1 szklanka mąki pszennej,
  • 1/4 szklanka dowolnej innej mąki, np. pszennej razowej, orkiszowej lub gryczanej
  • przyprawy: 1 łyżeczka cynamonu, po 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej, sproszkowanego imbiru i kurkumy
  • 3/4 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • 1 szklanka puree z dyni
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/4 szklanki oleju
  • 2 duże jajka
  • 1/2 szklanki orzechów włoskich
  • 1/2 szklanki suszonych żurawin (mogą być też inne suszone owoce – daktyle, rodzynki, morele)

pieczona dynia

Wykonanie:

Rozgrzać piekarnik do 180 stopni, przygotować podłużną foremką – wysmarować tłuszczem i posypać bułką tartą lub wyłożyć papierem do pieczenia.

Do miski przesiać mąkę, dodać przyprawy, sól i sodę.

W innej misce ubić jajka z cukrem, dodać puree z dyni oraz olej i utrzeć wszystko na gładko.  Natępnie wsypać do tej masy mąkę z dodatkami i wszystko dobrze wymieszać. Na koniec dodać posiekane bakalie, wymieszać i przełożyć do przygotowanej foremki.

Piec ok 50 minut, aż do „suchego patyczka”. Po wyjęciu z pieca wyłożyć na drucianą kratkę, żeby ostygło.

chlebek dyniowy

Smacznego!

Przepis pochodzi z książki „Potęga warzyw. 240 pysznych potraw z dodatkiem warzyw” wyd. Readers Digest

A tu znajdziecie inne pomysły na dania z dyni.

Słodki problem, który leży mi na sercu

Problem

Rodzice maluchów często skarżą mi się, że ich dzieci jadłyby w kółko tylko słodycze. Często na domiar złego nie jedzą obiadów, albo nie lubią warzyw. Pomijając parę możliwych bardziej zaawansowanych stanów medycznych, przyczyna takiego stanu rzeczy zazwyczaj jest dość prosta do ustalenia i nie omieszkam jej Wam dziś wyjawić.

Słodki smak szczęścia

Czemu dzieci tak lubią słodkości? Szczerze mówiąc wcale im się nie dziwię, ja też lubię słodki smak podobnie, jak większość ludzi, których znam. Są oczywiście wyjątki, ale z wyjątkami to wiadomo, że jest tak, że potwierdzają tylko regułę.

Miłość do smaku słodkiego ludzie mają wdrukowaną ewolucyjnie – słodkie są wody płodowe, które łyka dziecko już w brzuchu mamy, słodkie jest mleko matki, które dziecko pije przez pierwszych kilka miesięcy miesięcy (lub czasem lata 😉 ) swojego życia. Mleko=mama=miłość. ❤️ Proste równanie.  Słodkie są również owoce – nie posiadają one substancji antyodżywczych, zazwyczaj nie trzeba ich specjalnie preparować przed spożyciem. Można cieszyć się słodkim, dojrzałym, soczystym owocem, najlepiej zerwanym prosto z krzaka. Przychodzi też taki okres w życiu małego człowieka, kiedy przestaje on tak dynamicznie rosnąć, a zaczyna bardzo intensywnie się ruszać, skakać, biegać, uciekać ( i bardzo stanowczo mówić nie! 😉 ). W wielkim skrócie – do budowy ciała zużywamy białko, a energii dostarczają nam węglowodany. Gdy zmieniają się potrzeby, zmieniają się wybory żywieniowe, organizm zaczyna domagać się innego pokarmu i czasem da się zauważyć delikatne różnice w wyborach żywieniowych pomiędzy powiedzmy niemowlakiem a przedszkolakiem.

Dzieci kochają słodki smak, a rodzice są od tego, żeby dać szansę dziecku wybrać zdrową słodycz. Gdy zaproponujemy dziecku wybór: słodka bułeczka czy brukselka, albo: słodki deserk mleczny czy kefir naturalny, jest to dla mnie przeoczywiste, że wybierze słodką opcję. I nie ma co się na to dziecko gniewać, patrzeć krzywo, komentować czy mu ten wybór wytykać.

Dlaczego dzieci miałyby nie lubić smaku słodkiego i nie wybierać słodyczy, jeśli stwarza im się taki wybór?

Szafka na słodycze

Jeśli nie chcecie, żeby dzieci wybierały słodycze, to dlaczego dajecie im taki wybór? Jeśli dajecie dziecku ciastka z czekoladą tuż przed obiadem, to dajecie mu de facto wybór: Chcesz zjeść ciastko z czekoladą czy obiad? Bo dziecku się po prostu nie zmieści w brzuszku i ciastko i obiad. Jeśli nie chcecie, żeby wasze dzieci wyjadały wam z szafek słodycze, to dlaczego w tych szafkach te  słodycze w ogóle są? Czy wasze dziecko samo ubiera buty, wyciąga wam kasę z portfela i idzie do sklepu kupić sobie coś słodkiego? Starsze dzieciaki – tak (i tu mamy większy problem i mniejszą siłę perswazji, kontroli oraz skuteczności działań edukacyjnych, bo dziecko może mieć nas akurat gdzieś i trzasnąć drzwiami), ale maluchy same tego jeszcze nie zrobią. A to właśnie maluchy najbardziej chłoną to, co im przekazujemy i czego ich uczymy.

Wiem, wiem, są małe dzieci, które w sklepie rzucają się na półki ze słodyczami, robią awantury, wrzeszczą, szarpią itp. tak jak mój syn, który raz posmakowawszy żelków, teraz zawsze bezbłędnie zwęszy je na półce sklepowej i przytula sobie paczuszkę tak mocno, że muszę z nim postąpić radykalnie, gdy nie chcę mu ich kupić.  Ale to my jesteśmy w tym układzie dorośli i tylko od nas zależy jak na to zareagujemy, czy chcąc oszczędzić sobie krzyków dziecka pozwolimy na to, żeby 3 latek komponował w sklepie na bieżąco menu dnia, czy w jakiś sposób (słowny lub mniej lub bardziej siłowy) przekonamy go, żeby nie wrzucał nam do koszyka słodkiego badziewia. Wiem, nie zawsze się da, ale nie musimy przecież działac według zasady wszystko albo nic, bo słodycze to nie diabeł wcielony, o czym później.

Rozwiązanie

Jeśli Twój maluch je za dużo słodyczy, rozwiązanie jest proste! Nie kupuj słodyczy. Nie trzymaj ich w domu. Sam z nich zrezygnuj lub jeśli nie potrafisz albo nie chcesz, utrzymuj ilość słodkości w ryzach i dbaj o ich jakość.

Używaj zdrowszych zamienników cukru – najlepiej słodkich owoców świeżych (bananów, gruszek, moreli, brzoskwiń) lub suszonych (daktyli, rodzynek, moreli), w małych ilościach miodu. Możesz robić swoje domowe słodkie zamienniki komercyjnych słodyczy- kuleczki rafaello z kaszy jaglanej, kokosa, słodzone jakimś naturalnym słodzidłem, muffinki słodzone bananami, nutellę z ciecierzycy, kakao i daktyli, domowe lody ze słodkich owoców. Internet jest nieskończonym źródłem inspiracji na zdrowe/fit słodycze bez cukru/nabiału/glutenu/czegokolwiek nie chcesz jeść.

Jeśli chcesz jeść słodycze i dawać je swojemu dziecku, staraj się, aby ich ilość była racjonalna a ich skład krótki i prosty. Możesz się kierować np. zasadą bez syropu glukozowo-fruktozowego, bez oleju palmowego – bo te składniki zazwyczaj świadczą o niskiej jakości wyrobu. Jeśli dziecko spożywa normalne, wytrawne, w miarę zbilansowane posiłki, w których są warzywa, jakieś kasze, mięso, strączki, nabiał, to mała słodycz dobrej jakości w ciągu dnia (gorzka czekolada, ciastka zbożowe dobrej jakości, domowe ciasto z owocami) mu nie zaszkodzi. Gorzej jeśli cały jego jadłospis opiera się na mlecznych kanapkach, słodkich płatkach śniadaniowych, deserkach mlecznych, bułeczkach, soczkach itp.

Wiem, że zarządzanie słodyczami w domu rodzinnym nie jest tematem łatwym. Sama lubię słodycze, a mój synek potrafi rzucić się na nie w sklepie i się drzeć. Ale wiem, że proporcje pomiędzy normalnym jedzeniem a słodyczami da się zdrowo wyważyć, jeśli się na prawdę tego chce i uświadomi sobie kilka prostych faktów (np. skąd w moim domu biorą się słodycze? No może oprócz wigilii Bożego Narodzenia, kiedy to święty Mikołaj wrzuca je oczywiście przez komin).

Nie mówię, że jest to recepta na rozwiązanie każdego słodkiego problemu, ale z moich obserwacji wynika, że często to nie dziecko, a właśnie rodzic ma ze słodyczami problem. Proszę Was więc rodzice spójrzcie czasem krytycznie na swoje działania, bo w zachowaniach dzieci odbijają się jak w lustrze nasze własne…

Tortilla de patatas

Wiecie, jakie jest moje ukochane hiszpańskie danie?

Gazpacho?

Pan con tomate?

Paella?

Drobne przekąski tapas podane do vino de casa?

Zupa rybna?

Wszystko to pyszne… (o mamo zatęskniłam za Hiszpanią…) ale mój smak Hiszpanii to smak ziemniaczanej tortilli de patatas, czyli grubego omletu z ziemniakami. Uwielbiam pyry, a w takiej formie po prostu za nimi przepadam!

Oto mój przepis:

Składniki

(na 2 małe patelnie – 1 na obiad, 2 na zimno do kanapek 😉 )

  • 4 duże ziemniaki
  • 1 duża cebula
  • 1 mała cukinia
  • 6-7 jajek
  • tłuszcz do smażenia
  • sól, pieprz

Wykonanie:

Ziemniaki, cebulę i cukinię pokroić w kostkę, każde z osobna podsmażyć i wrzucić do dużej miski. W osobnej misce roztrzepać jaja, dodać przestudzone ziemniaki, cebulę i cukinię i doprawić solą i pieprzem. Całość dobrze wymieszać.  Teraz mamy 2 opcję: albo bierzemy dużą patelnię i smażymy na niej całość (plus – raz a porządnie, minus – trudniej to przewrócić na drugą stronę), albo bierzemy małą patelnię i smażymy 2 tortille, jedna po drugiej (plus – mniejsze łatwiej przewrócić na drugą stronę, minus – stoimy przy garach dłużej). W każdym razie rozgrzewamy na patelni tłuszcz, wylewamy na nią masę (całą na dużą patelnię lub pół na małą) i smażymy na malutkim ogniu pod przykryciem ok. 15 minut. Gdy tortilla będzie już delikatnie brązowa pod spodem, należy przewrócić ją na drugą stronę: przykryć patelnię dużym talerzem o średnicy większej niż średnica patelni i obrócić tak, by tortilla znalazła się na talerzu a patelnia na górze, następnie zsunąć ją delikatnie z powrotem na patelnię i smażyć z drugiej strony, trochę krócej niż poprzednio. Czy to w miarę obrazowo wytłumaczyłam? 🙂

Dygresja:

Będąc na wakacjach w Hiszpanii zjadam tortillę de patatas hurtowo – wyjadam gospodarzom z lodówek, kupuję gotowce w marketach, zamawiam w barach. A gdyby jakiś Hiszpan (oczywiście przystojny i bez koszulki 😉 ) chciałby mi przygotować danie swojej kuchni, kazałabym mu smażyć tortillę. Przygotowywałam pewnego razu w Hiszpanii z pewnym Hiszpanem (przystojnym i bez koszulki… eh, stare dzieje 😉 ) tortillę i zdradził mi kilka jej sekretów:

  • Każda hiszpańska hacjenda i mamita ma swój najlepszy przepis na tortillę. Dodaje się do niej różne dodatki, np. cukinię, paprykę, kiełbasę, boczek itp.
  • Ziemniaki dobrze jest kroić niedbale małym nożykiem w rękach (zamiast dużym ostrym nożem na desce), w taki sposób, aby je trochę porozrywać – wtedy wsiąkną więcej tłuszczu z patelni i o to niby chodzi, że ma być tłuściutko (oł jess 😉 ). Jeśli jednak lubicie mniej tłuste dania pokrójcie ziemniaki normalnie, możecie też odsączyć warzywa z tłuszczu na papierze przed wymieszaniem z jajkami.

Tortillę można zjadać na ciepło na śniadanie, obiad, kolację, np. z dodatkiem surówki. W Hiszpanii podaje się ją również jako tapas, czyli  drobną przekąskę serwowana do piwa lub wina. Tortillę można kroić także w grube plastry i jeść na kanapki. Tak, tak… jest to jak by nie patrzeć chleb z ziemniakami, ale spróbujcie choć raz a nie pożałujecie!

A my wczoraj na obiad jedliśmy zupę krem ze świeżych pomidorów i soczewicy z ryżem, a na drugie danie tortillę na ciepło z surówką z pora i jabłka w śmietanie. Na kolację były oczywiście kanapki z tortillą i zielonym ogórkiem. Cholesterol skakał z radości 😉

 

Smacznego, życzy Pyra! 😉

Przegląd obiadowy #2 (lato)

Makaron z sosem pomidorowym, pieczonymi warzywami (cukinia, cebula, marchewka i batat), czerwoną fasolą i świeżą bazylią. Do picia kompot z rabarbaru.

Lato w pełni, po krótkiej niedyspozycji wracam do gotowania i cieszenia się świeżymi letnimi warzywami.

Zobaczcie co gościło u mnie ostatnio na talerzu:

Spaghetti razowe z wegetariańskim bolognese (sos pomidorowy, podsmażona dobrze przyprawiona kasza gryczana) serem żółtym i świeżą bazylią. Woda
Spaghetti razowe z wegetariańskim bolognese (sos pomidorowy, podsmażona dobrze przyprawiona kasza gryczana) serem żółtym i świeżą bazylią. Do picia woda.
Cukinia zapiekana z kaszą gryczaną i serem żółtym. Sałata ze śmietaną, surówka z marchewki i jabłka też ze śmietaną i kompot z rabarbaru.
Cukinia zapiekana z kaszą gryczaną i serem żółtym. Sałata ze śmietaną, surówka z marchewki i jabłka też ze śmietaną i kompot z rabarbaru.
Racuchy z bananem i rabarbarem
Racuchy z bananem i rabarbarem
Zapiekanka z młodymi ziemniakami, botwinką i ciecierzycą i surówka z marchewki i jabłka ze śmietaną
Zapiekanka z młodymi ziemniakami, botwinką i ciecierzycą i surówka z marchewki i jabłka ze śmietaną
Makaron z sosem pomidorowym, pieczonymi warzywami (cukinia, cebula, marchewka i batat), czerwoną fasolą i świeżą bazylią. Do picia woda.
Ten sam makaron z sosem pomidorowym, ale już bez fasoli, za to zapieczony z serem feta. Do tego bób z koperkiem i masłem. Do picia kompot, jak zwykle z rabarbaru.
Ten sam makaron z sosem pomidorowym, ale już bez fasoli, za to zapieczony z serem feta. Do tego bób z koperkiem i masłem. Do picia kompot, jak zwykle z rabarbaru.
Ryż jaśminowy z kurkumą, sos pomidorowy z czerwoną fasolą, surówka z pora, jabłka i śmietany, surowe marchewki w słupki i woda.
Ryż jaśminowy z kurkumą, czerwona fasola i warzywa duszone w sosie pomidorowym, surówka z pora, jabłka i śmietany, surowe marchewki w słupki i woda.
Młody bigos
Bigos z młodej kapusty świeżej i kiszonej

A u Was co gości na stołach latem? 🙂

Kompot z…

Kompot z jabłek, rabarbaru, truskawek, z dodatkiem cynamonu i imbiru. Na ostudzeniu posłodzony miodem.

Słyszałam, że dzisiejsze dzieciaki nie wiedzą czym jest kompot. Dużo łatwiej jest kupić dziecku butelkę napoju czy soku w sklepie niż kupić owoce, umyć je, przebrać, obrać, zalać wodą, ugotować, ostudzić, wlać do szklanki czy w butelkę. Podczas swojej pracy odwiedzam czasem kuchnie, w których gotuje się posiłki dla dzieci. Bardzo się cieszę, że w przedszkolach do obiadu podawany jest ten tradycyjny napój. Dietetycy często czepiają się go, że zawiera dużą ilość cukru, choć wcale tak nie musi być. W niektórych przedszkolach panie kucharki nauczyły się słodzić kompot np. naturalnym sokiem jabłkowym albo mniejszą ilością miodu, a dzieciaki przyzwyczaiły się do lekko kwaskowatego smaku. Gdzieniegdzie niestety w menu widnieje „kompot owocowy”, a w zamian dzieci dostają do picia syrop owocowy rozrobiony z wodą. Niewiele to ma wspólnego nawet z owocami, bo syrop owocowy składa się przeważnie z cukru lub syropu glukozowo-fruktozowego, sztucznych barwników, aromatów i konserwantów. Taki „kompot” podaje się niestety np. w naszym miejskim szpitalu dziecięcym.

Przyznam szczerze, że wróciłam do gotowania tego napoju, gdy zostałam mamą. Pamiętam ze swojego dzieciństwa kompot z czerwonych porzeczek z ogrodu mojej babci, który zabieraliśmy ze sobą w plastikowych butelkach na plażę, zresztą razem z kanapkami, czasem z domowymi wypiekami.  Miałam to szczęście, że moja babcia mieszkała w rolniczej dzielnicy bardzo małego miasteczka, bardzo blisko morza. Co roku więc spędzaliśmy wakacje na wsi i nad morzem jednocześnie. Dziś wracam do wielu smaków dzieciństwa, ale też poznaję wiele smaków, których w dzieciństwie wcale nie poznałam, ale są polskie i tradycyjne.

Gotuję często kompoty, bo bardzo je lubię,  podobnie jak moja rodzinka, choć goście czasem się krzywią, że za kwaśne 😉 Staram się je przygotowywać tak, żeby miały naturalnie słodki smak. Wrzucam do gotowania trochę rodzynek lub daktyli, przypraw korzennych, które podkreślają słodki smak, albo słodkie owoce jak jabłka czy gruszki. Gdy kompot jest na prawdę kwaśny, słodzę go trochę miodem. Uwierzcie mi, nawet gdy posłodzicie kompot czubatą łychą białego cukru, wciąż będzie miał on mniejsza zawartość cukru/ 100 ml niż przeciętny słodki napój kupiony w sklepie.  Kompoty pijemy do obiadu, zabieramy do pracy i na wycieczki. Gotuję z owoców, które są aktualnie dostępne. Teraz z jabłek, rabarbaru i truskawek. W zimie z jabłek, gruszek, czasem z dodatkiem suszonych owoców.

Kompot z jabłek, rabarbaru, truskawek, z dodatkiem cynamonu i imbiru. Na ostudzeniu posłodzony miodem.
Kompot z jabłek, rabarbaru, truskawek, z dodatkiem cynamonu i imbiru. Na ostudzeniu posłodzony miodem.
Rabarbar to cudowna roślina, bo urosła nawet takiemu ogrodnikowi-amatorowi jak ja i to na podwórku w mieście 😉

Jeśli ktoś zgadza się z wiedzą Ajurwedy czy Tradycyjnej Medycyna Chińskiej, to zauważy cudowną mądrość tego napoju. Owoce – mają działanie wychładzające i nie są polecane do spożycia  w dużych ilościach w naszym klimacie, szczególnie w chłodniejsze dni. Tutaj mamy natomiast owoce gotowane i z dodatkiem rozgrzewających przypraw – cynamonu czy goździków. I gotowanie i przyprawy łagodzą wychładzające działanie surowych owoców.

To co, gotujecie jutro kompot truskawkowy? 🙂

Przegląd obiadowy #1 (wiosna)

Kasza gryczana, sos pomidorowy z ciecierzycą, ziołowe frytki z selera i rukola.

Jesteście ciekawi co wegetarianie jedzą na obiad? Brakuje wam pomysłów na bezmięsne obiady? Chcielibyście jeść więcej warzy a nie macie pomysłów, jak je zmieścić na talerzu?

Zapraszam Was na wycieczkę po wegetariańskiej improwizacyjnej kuchni Mari N (czyli MOJEJ 😉 ).

Nie umiem trzymać się przepisów, mam tylko kilka dań, które weszły na stałe do mojego repertuaru obiadowego i mają w miarę stałą recepturę (np. zupa ogórkowa, sos pomidorowo-dyniowy do kaszy, pancakes z owocami i syropem klonowym, surówka z marchewki i jabłka ze śmietaną), a na co dzień improwizuję. Idę na rynek i kupuję to, co jest akurat świeże, sezonowe, co mi wpadnie w oko i do koszyka. Otwieram lodówkę i obiad składa się sam, może jakieś kotlety z resztki kaszy z wczorajszego obiadu, może zapiekanka z sezonowych warzyw, by obiad był pełny dorzucić trzeba tylko garść fasoli albo sera i dołożyć furę surówek… Ma to wiele zalet i kilka minusów. Zalety są takie, że jemy różnorodnie i kolorowo, że czasem uda mi się ugotować coś na prawdę genialnego w smaku! Minusem jest to, że ciężko potem taką potrawę odtworzyć, bo nigdy nie wiem ile czego dodałam i czym dokładnie doprawiłam. Mąż już przywykł, kiedyś protestował, ale że ja na prawdę nie potrafię inaczej gotować, przywykł i polubił.

Moje gotowanie jest jak malowanie… kolorowe i trochę szurnięte. Gdybym była malarką byłabym impresjonistką, prymitywistką i używałabym wszystkich kolorów świata. 😉

A wy jak gotujecie? Macie swoje sprawdzone stałe przepisy? Czy też improwizujecie?

 

Curry z kalafiorem, dynią i ciecierzycą, ryż i surówka z białej kapusty.
Curry z kalafiorem, dynią i ciecierzycą, ryż, koperek i surówka z młodej kapusty.
Kasza gryczana, sos pomidorowy z ciecierzycą, ziołowe frytki z selera i rukola.
Kasza gryczana, sos pomidorowy z ciecierzycą, ziołowe frytki z selera i rukola.
gołąbki z kaszą jaglaną i soczewicą, odsmażane ziemniaczki, pieczone buraki i surówka z jabłka i marchewki ze śmietaną i szczypiorkiem.
Gołąbki z kaszą jaglaną i soczewicą, odsmażane ziemniaczki, pieczone buraki i surówka z jabłka i marchewki ze śmietaną i szczypiorkiem.
Makaron razowy z fasolką, marynowanym tofu, suszonymi pomidorami i oliwą z oliwek.
Makaron razowy z fasolką, marynowanym tofu, suszonymi pomidorami i oliwą z oliwek.
Kotlety z soczewicy, ryż z warzywami, surówka z buraczków ze śmietaną i surówka z rzodkiewki, marchewki i jabłka z olejem rzepakowym.
Kotlety z soczewicy, ryż z warzywami, surówka z buraczków ze śmietaną i surówka z rzodkiewki, marchewki i jabłka z olejem rzepakowym.
Zapiekanka z batatów, kaszy gryczanej, pomidorów i sera żółtego. Do tego zielona sałata z marchewką, rzodkiewką i oliwą z oliwek.
Zapiekanka z batatów, kaszy gryczanej, pomidorów i sera żółtego (to był właśnie ten genialny smak 😉 ). Do tego zielona sałata z marchewką, rzodkiewką i oliwą z oliwek.
Zupa ogórkowa z ziemniakami i ...komosą ryżową.
Zupa ogórkowa z ziemniakami i …komosą ryżową.
Kasza gryczana, pomidorowe curry z zielonym groszkiem i surówka z selera, marchewki, jabłka, czerwonej cebuli i śmietany.
Ziołowa kasza pęczak, panierowane tofu i 2 surówki: z marchewki, jabłka i pomarańczy z rodzynkami i oliwą oraz z selera, marchewki, jabłka, czerwonej cebuli i śmietany.
Ziołowa kasza pęczak, panierowane tofu i 2 surówki: z marchewki, jabłka i pomarańczy z rodzynkami i oliwą oraz z selera, marchewki, jabłka, czerwonej cebuli i śmietany.
A tu następuje wyjadanie pomarańczy i rodzynek z surówki. Reszta część obiadu została wzgardzona ;)
A tu następuje wyjadanie pomarańczy i rodzynek z surówki. Reszta część obiadu została wzgardzona przez najmłodszego członka rodziny 😉

Wiem że na tych talerzach mało jeszcze wiosennie, ale pogoda kiepska, dochodzą mnie słuchy, że na polach nic nie rośnie, sałata i rzodkiewki wydają mi się jeszcze pędzone, a szparagów nie znoszę. Z nowalijek jemy więc na razie tylko szczypiorek i pijemy kompot z rabarbaru. No i niecierpliwie czekamy na pierwszą dostawę z RWS-u, o którym napiszę kiedyś więcej.

Od kiedy orzechy?

orzechy w diecie dzicka
Zastanawiacie się kiedy możecie podać Waszym smykom orzeszki? Boicie się, że mogą one wywołać alergię? Przeczytajcie, jaki jest aktualny stan wiedzy na temat orzechów w diecie niemowląt i małych dzieci.

Wartość odżywcza

Orzechy są niezwykle wartościowym składnikiem diety. Są produktem bardzo skoncentrowanym i gęstym odżywczo, dlatego nawet ich niewielka ilość zjadana regularnie  wzbogaci naszą dietę. Są źródłem minerałów takich jak wapń, cynk, magnez, żelazo, witamin z grupy B a także błonnika i niezwykle cennych nienasyconych kwasów tłuszczowych (a cennych dlatego, że mamy ich w diecie zdecydowanie za mało). Orzechy są szczególnie cennym składnikiem diety wegetariańskiej i wegańskiej, w których są wykorzystywane m.in. jako składnik past kanapkowych oraz bazą do wyrobu mleka roślinnego. Warto sięgać po nie często i warto podawać je również dzieciom.

W naszym domu jemy dość dużo orzeszków. Traktujemy je jako przekąskę, zabieramy na wycieczki razem z daktylami. Prawie zawsze mamy pod ręką kilka rodzajów orzechów, najczęściej migdały oraz orzechy włoskie i laskowe – te kupujemy w łupinkach i sami rozłupujemy dziadkiem do orzechów; od czasu do czasu jemy też orzechy brazylijskie i nerkowce.

orzechy w diecie dzicka

Orzechy się produktem alergizującym. Czy mamy się ich bać?

Orzechy są jednymi z najsilniejszych alergenów pokarmowych. Nie są najczęstszą przyczyną alergii, ale najczęściej to właśnie one wywołują najsilniejsze reakcje alergiczne ze wstrząsem anafilaktycznym włącznie. Spośród orzechów najczęściej uczulają orzechy arachidowe (w Stanach Zjednoczonych) oraz laskowe (w Polsce).

Orzechy dla dzieci. Od kiedy?

Najnowsze wytyczne żywienia niemowląt mówią jasno, że nie powinniśmy opóźniać wprowadzania ani eliminować z diety pokarmów potencjalnie alergizujących, nawet w rodzinach atopowych. Naukowcy udowodnili, że opóźnione wprowadzanie danego pokarmu do diety dziecka np. glutenu czy własnie orzechów nie zabezpiecza dziecka przed alergią na niego. A często dzieje się wręcz odwrotnie – wczesne wprowadzenie danego pokarmu do diety dziecka i częsta ekspozycja jego małych ilości, zmniejsza ryzyko alergii na niego w późniejszym wieku.

Nie oznacza to oczywiście,  że zaraz po 6 miesiącu nasz malec powinien codziennie na drugie śniadanie chrupać orzechy. Co prawda, nie ma określonej kolejności wprowadzania pokarmów stałych do diety dziecka, ale zazwyczaj zaczynam od pokarmów „bezpiecznych” i typowych dla naszej kuchni, jak marchewka, ziemniak, dynia czy jabłko. Następnie podajemy dziecku kaszki, jajko itd. Kolejność nie ma większego znaczenia, decyduje o niej rodzic. Jeśli zaczęliśmy rozszerzanie diety naszego dziecka i malec je już np. warzywa, owoce, ryby, strączki i nie ma po nich żadnych niepokojących reakcji, to możemy spróbować w następnej kolejności orzechów. Proponujemy je dziecku w takiej formie, by sobie z nią poradziło, o czym więcej później. Jeśli orzechy znajdują się w menu naszej rodziny, mama w ciąży lubiła je czasem przekąsić, to nie ma sensu chować ich przed naszym dzieckiem,  aż skończy 2 czy 3 lata ze względu na obawy przed alergią (czy jakieś inne obawy).

Trochę inaczej ma się to w przypadku dziecka, u którego stwierdzono alergię, szczególnie na jajko lub silną postać alergii skórnej. Specjaliści twierdzą, że u takich dzieci również nie należy zbytnio zwlekać z podawaniem orzechów, natomiast powinno się to odbyć najlepiej pod kontrolą lekarza i z wcześniejszym wykonaniem testów w kierunku alergii na orzechy.

W jakiej formie podać orzechy dziecku?

Maluchom nie podajemy orzechów w całości, bo mogą się nimi zakrztusić i to chyba każdy człowiek nie mający zbyt dużego  przeciągu między uszami wydedukuje sam. 😉 Ale takie ostrzeżenie jest jak napis: „Warning. Hot content” na ciastku z McDonalda. Musi być!

W jakiej więc formie podać dziecku orzechy? Poniżej kilka pomysłów.

  • Domowe mleko orzechowe. Przepis? Proszę bardzo! Oczywiście można podać dziecku również mleko orzechowe kupione w sklepie. Uważajcie tylko na dodatek cukru i innych niepotrzebnych substancji. Gotowe mleka orzechowe mają tą zaletę, że są wzbogacane w wapń. Natomiast domowe robimy sami, więc zawsze wiemy, jak wyglądał surowiec, który zmiksowaliśmy.
  • Masło orzechowe – najlepiej zrobić je samemu lub kupić masło orzechowe dobrej jakości. Uważajcie szczególnie na sklepowe masło z orzeszków arachidowych – producenci bardzo lubią dodawać do niego cukier i olej palmowy. Domowe masło orzechowe robimy tak: prażymy orzechy (dowolny rodzaj – migdały, włoskie, laskowe lub mix) na rozgrzanej suchej patelni, aż się lekko przyrumienią, studzimy a potem miksujemy w blenderze. Może nie uzyskamy tak super gładkiej konsystencji jak ma masło sklepowe, ale wiadomo co domowe to domowe 😉 Podczas mielenia orzechów, gdy masa jest za sucha i blender jej nie łapie, można dodać trochę dobrego oleju tłoczonego na zimno o neutralnym smaku, ja dodaję olej sezamowy lub słonecznikowy. Masło orzechowe można używać na kanapki, do naleśników, placuszków, ale też dodać odrobinę do koktajlu, musu owocowego czy puree warzywnego. A jeśli chodzi o smak, to u mnie zdecydowanie wygrywa masło migdałowe, mmmmm
  • Posypka z pestek i orzechów – to po prostu zmielone w młynku do kawy orzechy i pestki. Mielimy po łyżce wybranych orzechów i pestek i zamykamy w szczelnym słoiczku lub puszcze. Można stosować różne kombinacje, jakie nam najbardziej odpowiadają np. siemię lniane z orzechami włoskimi, albo sezam i migdały. Tak przygotowane orzechy ja używam najczęściej do posypania porannej kaszki śniadaniowej, ale można używać ich też na kanapki, jako dodatek do wege-kotletów itd.

Od kiedy całe orzechy?

Tu nie ma prostej odpowiedzi, bo to zależy od zdolności dziecka i… nerwów rodziców. Przed napisaniem tego artykułu zrobiłam research mniej i bardziej rzetelnych źródeł internetowych  i znalazłam tam rady by podawać orzechy w całości dopiero po 2 a nawet po 5 roku życia. 5 lat? To trochę późno. Skoro już około roku dziecko ma stopniowo przechodzić do zdrowej diety rodzinnego stołu, więc i konsystencja potraw powoli powinna przypominać normalne dorosłe jedzenia. Tak więc, jeśli dziecko dobrze radzi sobie z gryzieniem, rozdrabnianiem i żuciem pokarmów w kawałkach, to podajemy mu coraz to „trudniejsze” i twardsze konsystencje. I kiedyś nadejdzie ten moment, kiedy nasz maluch będzie gotowy chrupać orzeszki w całości, jeden w wielu 1,5 roku a inny w wieku 3 lat.

A jak to było u nas?

Mój syn dostawał praktycznie od początku rozszerzania diety orzechy w postaci domowego mleka roślinnego, które dodawałam mu do kaszki. Ponieważ stosowaliśmy (i dalej stosujemy) metodę Baby-led weaning, od początku miał do czynienia z jedzeniem w kawałkach i dobrze sobie z nimi radził. Stopniowo dostawał coraz trudniejsze kawałki do gryzienia. Czasem, gdy razem z mężem chrupaliśmy orzeszki, a syn się ich domagał, dawałam mu je do buzi, ale najpierw (może to niektórych trochę zniesmaczy 😉 ) jakoś tak intuicyjnie trochę je rozgryzałam w buzi. Od początku bardzo mu zasmakowały. Synek zaczął jeść całe orzechy gdy miał około 1-1,5 rok za sprawą … wyluzowanego tatusia, który dał mu je tak o po prostu i tylko wytłumaczył, że orzechy trzeba dobrze pogryźć. Na początku syn często napychał się kilkoma orzechami na raz i mielił je w buzi, ssał, a potem wołał: „mama” i… wypluwał mi je przemielone na rękę. 😉 Dziś ma 2,5 roku i uwielbia orzechy, podobnie zresztą jak jego tata, z czego się bardzo cieszę.

Podsumowując:

O tym, kiedy orzechy zostaną wprowadzone do diety naszego dziecka, decydujemy tak na prawdę my sami. Powinniśmy kierować się w tym naszymi rodzinnymi zwyczajami żywieniowymi i obserwować dziecko pod kątem alergii, a później zdolności do radzenia sobie z dużymi i twardymi kawałkami jedzenia.

Orzeszka? 😉


New guidelines detail use of ‘infant-safe’ peanut to prevent allergy, American Academy of Pediatrics, 2017 http://www.aappublications.org/news/2017/01/05/PeanutAllergy010517

Zasady żywienia zdrowych niemowląt. Zalecenia Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, Standardy medyczne. Pediatria, 2014, t.11, 321-388